Forum

To forum powstało jako platforma wymiany informacji i doświadczeń we wszelkich kwestiach dotyczących zagadnień związanych ze sztuką, rynkiem sztuki, konserwacją, problematyką prawną i całym szerokim wachlarzem tematów pochodnych.

Pan Paser Fora

    • Dział
    • Tematy
    • Wpisy
    • Last Post
    • Dobro kultury, a dziedzictwo narodowe
      No właśnie. O ile to pierwsze posiada dość precyzyjną definicję, tak to drugie, a zwłaszcza w odniesieniu do reali polskiej historii, stanowi kwestię dyskusyjną. Co stanowi polskie dziedzictwo narodowe? Mamy pretensje do obcych narodów o zawłaszczanie naszych bohaterów narodowych-Chopina czy Kopernika, a czy nie postępujemy tak samo? Dlaczego słowniki artystów "POLSKICH", pełne są Michałów Willmannów, Bernardów Bellotto, Witów Stworzy i wielu innych? Każdy z tych twórców to cudzoziemiec, który pracował na zlecenie w Polsce, a często nawet nie, jak w przypadku tego pierwszego (w Polsce dopiero po roku 1945), urodzony i wykształcony w swojej ojczyźnie i nie mówiący nawet naszym językiem. Czy np. na tej podstawie Włosi mogą powiedzieć dziś, że Igor Mitoraj to artysta włoski? Dlaczego przywłaszczamy sobie twórców pochodzących z innych narodów przedstawiając ich jako własnych? Kompleksy? Niedostatek rodaków, którymi moglibyśmy się pochwalić na tym polu? Problem rozciąga się szerzej. Dotyczy także zabytków z terenów ziem odzyskanych. Architektura miast, dzieła sztuki malarstwa i rzeźby wieku dziewiętnastego, doby baroku i renesansu to dorobek kultury czyjej? Polskiej? We Wrocławiu, Legnicy, Jeleniej Górze itd? To polskie dziedzictwo narodowe? To wytwory narodu polskiego? Owszem to zabytki, dzieła sztuki czyli dobro kultury, które po 1945 przypadło nam w udziale i w którego posiadanie weszliśmy pozostając jego włodarzami do dziś ale przecież to nie dorobek Polski jako państwa i narodu, a zarazem nie NASZE dziedzictwo narodowe. To jedynie nasz majątek. W tym wypadku zarządzamy jako właściciele dorobkiem kulturowym Niemców czy Czechów (chociażby hrabstwo kłodzkie). Nie wstydźmy się miejsca jakie nam wyznaczyła historia i roli jaką odgrywamy. Nie musimy przeinaczać, zakłamywać i adoptować zacierając ślady tych którzy byli tu przed nami. Tak czynią tylko niedowartościowani, mali ludzie. Może w nowej rzeczywistości, powinniśmy przestać kłaść nacisk na cechy narodowe spuścizny kulturowej i po prostu mówić dziś o dziedzictwie europejskim? Konsekwencje wynikające z takiej prawdy są wielorakie. Oczywiście również i prawne dotyczące chociażby tematyki podjętej w doskonałej publikacji Kamila Zeidlera "Restytucja dóbr kultury ze stanowiska filozofii prawa", którą przy tej okazji Państwu polecam. Mam nadzieję, że wetknąłem kij w mrowisko 😉  
    • 0
    • 0
    • Brak tematów

    • Muzea-getta dzieł sztuki
      "Galeria szubrawców" to lektura obowiązkowa wszystkich zainteresowanych rynkiem sztuki. Philip Hook wie o czym pisze, a kilka jego myśli zawartych na kartach tej książki, należało by odlać złotymi literami. Zanim jednak o jednej z nich, muszę koniecznie wykonać ukłon w stronę autorki słowa wstępnego, Pani Andzie Rottenberg za uchwycenie bolesnej prawdy o polskim rynku sztuki, jak i autorowi posłowia, Panu Krzysztofowi Pomianowi za nader trafną syntezę ewolucji tegoż rynku. Co do tez, o potrzebie nakładania kagańca kontroli na obrót dziełami sztuki, u się nie zgodzę. Ostatecznie nazwa mojej galerii zobowiązuje 🙂 Mnie najbardziej ujęła myśl przytoczona przez Hooka na temat muzeum idealnego. Otóż, muzeum idealne to taka instytucja, w której wszystkie eksponaty są na sprzedaż. Czyż to nie cudowna idea! I wyraża ona to intuicyjne odczucie, towarzyszące mi od lat podczas podziwiania zbiorów w największych muzeach europejskich. Wizyty w tych gmachach są jak spacer po zoo, gdzie zamknięte w klatkach, wystawione na uciechę gawiedzi, spędzają swe żywota smutne zwierzęta, nierzadko przedstawiciele zagrożonych gatunków, dla których dobra istnieje podobno ten porządek rzeczy. Mnie jakoś żal robi się sztuki wyrwanej bezpowrotnie z obiegu. Nie z pobudek finansowych oczywiście. Uważam za naturalne środowisko dzieła, rynek pełen amatorów, którzy z umiłowania do sztuki, pałając chęcią jej posiadania, są gotowi na każde szaleństwo. To tchnie ducha w obrazy, rzeźby czy nawet meble. Ożywia je i nadaje blasku. W gablotach, na salach wystaw, wśród przepływających tłumów, bez szans na znalezienie nabywcy gotowego zapłacić szaloną cenę za "wejście w posiadanie", znika z ich oczu blask. Mam rację?
    • 0
    • 0
    • Brak tematów

    • PRL, a ziemie zachodnie
      Stosunek władz PRL-u do schedy po Niemcach na terenie ziem zachodnich był określony. Młoda władza programowo starała się odbudować polskość za wszelką cenę, nie zawsze w duchu poszanowania zastanych tu dóbr kultury. Obcej i przypominającej na każdym kroku o jej pochodzeniu. To oczywiście eufemizm 🙂 Władze PRL-u rozpoczęły na szeroką skalę grabież, dewastację i walkę z niemymi świadkami historii, które na każdym kroku stały w sprzeczności z repolonizacją. Pod hasłem "Ziem Piastowskich" i "powrotu do macierzy", Równano z ziemią niemieckie cmentarze zamieniając je na parki lub przykrywając nawierzchnią ulic czy parkingów. Likwidowano i burzono przy entuzjazmie kościoła katolickiego (który w wielu wypadkach stał się beneficjentem przejmowanego majątku po-ewangelickiego) dziesiątki parafii i kościołów ewangelickich. Rujnowano rezydencja, zamki i pałace na niespotykaną skalę, bo ich niemieccy właściciele byli śladem po obcej kulturze. O ile absolutnie zrozumianym jest stosunek polskiej ludności, boleśnie doświadczonej w trakcie drugiej wojny światowej przez niemieckiego okupanta, do pozostałości po znienawidzonym najeźdźcy, o tyle wandalizm władz to świadectwo barbarzyństwa jakie sobą ona prezentowała. Jej aparat rządzący ministerstwa ale i powołane do tego celu urzędy takie jak urząd Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, które brały czynny udział w tej programowej czystce. I to są fakty. Zabawne jest natomiast to, jak dziś, w dobie pochylania się nad wszelką "zabytkową" materią, zapomina się o tej uprawianej przez państwo Polskie polityce, a instytucje i urzędy tego państwa, które są ich kontynuatorami i w prostej linii spadkobiercami decyzji z przed lat, zdają się zapomnieć o przeszłości. Jakby spadli z księżyca. Jakby pod tymi wszystkimi decyzjami o wyburzeniach nie było pieczęci podpisów ich i reprezentowanych przez nich instytucji. Dziś po dekadach zaniedbań, gdy zrujnowane nieruchomości przechodzą w ręce prywatne po zbyciu ich przez skarb państwa, pierwsze uaktywniają się urzędy konserwatorskie. Zaczynają się kontrole i korespondencja urzędowych pism nawołujących do zabezpieczenia terenu, przeprowadzenia prac konserwatorski-remontowych etc. Na salach sądowych i w mediach z oburzeniem zadaje się pytania jak w posiadanie zabytkowych obiektów wszedł ten czy ów. Jakby nikt nie pamiętał odgórnie zaplanowanej dewastacji przeprowadzanej na masową skalę. Dziś nie dziękuje się tym, którzy z tej pożogi dziejowej unieśli dla potomnych resztki rzeczy wówczas walające się nie rzadko po ulicach i wśród ruin. Dziś wytacza się im procesy, stawia zarzuty paserstwa i próbuje odebrać w majestacie prawa własność, którą uratowali i o którą troszczyli się ostatnie dekady. Nie paradoks? "Sztuka zagrabiona. Uprowadzenie Madonny" Włodzimierza Kalickiego i Moniki Kuhnke to książka, w której znajdziecie Państwo fragmenty mówiące o realiach tamtych czasów i filozofii wyznawanej przez elity PRL-u. Np. jak wymieniono trzystuletnie tarcze herbowe przeorów zakonu joanitów na materiały pozłotnicze potrzebne do prac konserwatorskich prowadzonych na Zamku Królewskim w Warszawie. Można? Można. Ostatecznie po co nam jakieś "szwabskie" tarcze herbowe? 
    • 0
    • 0
    • Brak tematów

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *